Od czasu inwazji Rosji na Ukrainę minęły już trzy lata. Jak ten okres wpłynął na Twoją twórczość?
Wielka wojna wpłynęła radykalnie na życie osobiste i zawodowe każdego Ukraińca. Ja zawsze pisałam równolegle książki dla dzieci oraz poezję i eseistykę dla dorosłych. Od czasu wybuchu wojny nie potrafię jednak pisać dla dzieci. Tworzenie dla dzieci wymaga odczucia wewnętrznej radości, śmiechu. Nie pisałam nigdy realistycznych tekstów, bliski mi był raczej absurdalny humor. Obserwowałam, w jaki sposób dzieci rozmawiają ze sobą, jakie tworzą metafory, interesowało mnie ich świeże spojrzenie na świat. Zaczynałam od ciekawego pomysłu, śmiesznego dla mnie samej, i bawiłam się nim aż do granic absurdu. Pisałam np. o drzwiach, które tylko wpuszczają, ale nikogo nie wypuszczają… Teraz jednak brakuje mi tej pozytywnej energii, teraz nie mogę się bawić. W czasie wojny napisałam chyba tylko jeden czy dwa wiersze dla dzieci.
Moi koledzy, którzy wciąż piszą dla dzieci, szukają odpowiedniego języka, ale to jest bardzo trudne zadanie. Język się zmienił. Kiedy przygotowuję się do spotkania autorskiego dla dzieci, przeglądam ponownie swoje książki. Bardzo wtedy się boję, bo często to, co było dawniej śmieszne, w czasie wojny może traumatyzować dziecko. Chociażby zwykłe opisanie rodziny – tata, mama – w sytuacji, gdy jego rodzina jest rozdzielona, tata jest na wojnie albo ktoś bliski zginął. Oprócz tego zmieniła się leksyka, np. wyrażenie „bombardować pytaniami” zyskało obecnie realistyczne znaczenie. Literatura dla dzieci potrzebuje teraz wrażliwego, ostrożnego podejścia, pochylenia się nad każdym zdaniem, konsultacji psychologicznej. Z literaturą dla dorosłych jest inaczej – dorosły człowiek sobie poradzi. Kontynuuję twórczość dla dorosłych, bo pomaga wyrażać dramatyczne przeżycia.
Przetłumaczyłaś na język ukraiński bajkę „Będę jak Patron” Katarzyny Ryrych, opowiadającą o wojnie widzianej z perspektywy psa. Czy najmłodsi chcą słuchać o wojnie? Czy nie mają jej dość, nie uciekają w świat fantazji? A może raczej próbują zrozumieć?
Dzieci bawią się w wojnę. Te najmłodsze nie znają innej rzeczywistości, „normalnego” świata. Niektórzy rodzice próbują stworzyć ścianę między wojną a dzieckiem i np. przedstawiają zejście do schronu jako grę, quest – ale to wymaga ogromnej siły, samokontroli, bo dzieci odczytują nie tylko to, co dorośli mówią, lecz także ich zachowanie w obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa, trwogę, strach. Dzieci słyszą wybuchy, mają traumatyczne wspomnienia – chcą to przerobić. Ale do tworzenia tekstów dla dzieci o wojnie należy podchodzić z dużą ostrożnością. Katarzyna Ryrych sprostała zadaniu i napisała o piesku, który początkowo napotyka wiele trudności, traci rodzinę, ale wszystko kończy się dobrze – jego rodzina wraca, przygarnia nawet innego pieska. Takie ujęcie wojny uczy empatii i dobra na różnych płaszczyznach, pozostawia przestrzeń na nadzieję. Odpowiedzialna literatura może także zapobiec rozpowszechnianiu się szkodliwych stereotypów i dyskryminacji dzieci ukraińskich w szkołach w Polsce. Ważne, by dziecku w lekturze podobnych książek towarzyszyła osoba dorosła, która wyjaśni trudne tematy.
Wydaje się, że w przypadku dorosłych to właśnie poezja pozwala wyrazić ciężkie doświadczenia… Proza może być zbyt dosłowna i pogłębić traumę.
Właśnie dlatego podczas wojny na Ukrainie poezja zyskała na popularności. Ludzie poszukują właściwych słów, opisujących trudną rzeczywistość, a to właśnie poeci potrafią ubrać wydarzenia w wyraziste zdania. Poezja jest rozpowszechniana w mediach społecznościowych, odbywają się spotkania poetyckie, powstają tomiki poezji. W sytuacji, gdy doświadczenie przekracza wszystko, z czym miałeś do czynienia do tej pory, czasem tylko poezja może być odpowiedzią. Ona pierwsza chwyta sens tego, co się dzieje. Dobra proza powstaje dopiero po wojnie, wymaga dystansu czasowego od dramatycznych wydarzeń. Inaczej może pogłębić traumę. Poezja może być bardziej symboliczna, archetypowa, przynosi katharsis. Szybką odpowiedzią literatury na wojnę jest właśnie poezja oraz reportaż, dokumentalistyka, dzienniki – pozwalające na bieżąco opisywać wydarzenia, by zachować je w pamięci. Popularny jest także gatunek fantasy, ponieważ ludzie szukają często wytchnienia od nieprzewidywalnego życia w wymyślonych światach. Metaforyczne ukazanie dobra i zła tworzy przestrzeń do katharsis, daje nadzieję.
W 2014 r. Twoje wiersze zostały przełożone na język polski i ukazały się w antologii „Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy”, opracowanej przez Anetę Kamińską. Obecnie, po dłuższym pobycie w Polsce związanym z otrzymaniem stypendium Laina Kirklanda na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie wybuchem wojny, bardzo dobrze posługujesz się językiem polskim. Jak uważasz, czy język polski był w stanie oddać istotę Twojej poezji?
Przekładać poezję powinien poeta. Poetka Aneta Kamińska już od 20 lat tłumaczy ukraińską poezję na język polski. Wymieniona antologia, opowiadająca o początku wojny z Rosją i o rewolucji, jest jedną z wielu, których jest redaktorką. Dzięki profesjonalnemu tłumaczeniu Anety Kamińskiej polski przekład poezji ukraińskiej brzmi bardzo dobrze. Tłumaczenie poezji często nie jest dosłowne, dokładne, to jest raczej przekład między kulturami. Polski język poetycki jest bardzo rozwinięty, otwarty na neologizmy, co ułatwia tłumaczenie. Między poezją w różnych kulturach zawsze jest jednak pewna przepaść. Coś, co dobrze brzmi w ukraińskiej kulturze, może nie zostać zrozumiane na zewnątrz, albo odwrotnie. Dlatego tłumacz powinien sam wybierać, co chce tłumaczyć, jakie tematy będą zrozumiałe dla czytelnika z danej kultury – bez stosowania przypisów. Czasem nawet jakieś imię, znaczące w jednej kulturze, w drugiej może być nieznane. Trzeba wtedy znaleźć odpowiednik. Już nie wspominając o wewnętrznych cytatach kulturowych… Ponadto, ukraiński język poetycki różni się od polskiego rytmem. Polska poezja wyrosła na dolniku, wierszu sylabicznym, inspirowała się poezją francuską. Ukraińska poezja zaś wywodzi się z folkloru ukraińskiego, a inspirowała się poezją niemiecką – powstają zatem wiersze sylabotoniczne, akcentowane. Każdy język ma także swój emocjonalny register. Ukraiński język i kultura są bardziej emocjonalne od polskiej. Te poziomy też trzeba dostosowywać. Przekleństwa w języku polskim nie są tak ostre jak w ukraińskim…
Czy pobyt w Polsce odbił się w jakikolwiek sposób na Twojej twórczości, na dalszych planach zawodowych?
Oczywiście. To był długi staż w Krakowie – mieście literatury i życia kulturalnego. Przeczytałam sporo polskich książek, poszerzyłam swój światopogląd. Zaczęłam też tłumaczyć polską poezję. Zawsze warto jest posiadać wiedzę o innej kulturze, bo wtedy swoją własną kulturę odbiera się trochę inaczej – można zrozumieć, co jest jej osobliwością, a co jest uniwersalne, zachować odpowiedni dystans. Bycie pomiędzy jest owocne dla twórczości. W międzyczasie wydałam tomik poezji, napisanej w Krakowie, w Tarnopolu w Ukrainie. Literat z Charkowa w swojej recenzji napisał, że czuje wpływ polskiej poezji na tę moją nową książkę. A ja – nie czuję (śmiech). Więc musiałam nieświadomie nabrać ducha polskiej poezji i zaczęłam trochę inaczej pisać. Na skrzyżowaniu kultur tworzy się coś ciekawego. Jestem obecnie animatorką między kulturami w pracy i poza pracą – komunikuję między sobą ukraińskich i polskich autorów. Odczuwam w tym moją misję.
O autorce
Ołesia Mamczycz – ukraińska poetka, tłumaczka, redaktorka z Kijowa. Ukończyła eksperymentalny kierunek twórczość literacka na Kijowskim Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki oraz roczny stypendialny program na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W Polsce jej wiersze były publikowane przez: „Babiniec Literacki”, „Czas literatury”, „ArtPapier”, „Przekrój”, „Twórczość” oraz w antologii Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy (2014; tłum. Aneta Kamińska). Laureatka licznych nagród, jej utwory przetłumaczono na 14 języków. Jej wiersze dla dzieci są lekturami w ukraińskich szkołach podstawowych.
- Na moim blogu „Szkiełko i pióro” można zapoznać się z recenzją książki pt. „Lekarze. Walka o życie” Anny Wacławik (Wydawnictwo Znak, 2023), opisującej kulisy pracy polskich lekarzy i ratowników medycznych na wojskowych misjach medycznych w Ukrainie.
