Już sam podtytuł książki „Czerwony rynek” Scotta Carneya (Wydawnictwo Czarne, 2016) wskazuje na wiele poruszanych w niej zagadnień: „Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci”. Można by go jeszcze rozszerzyć: na tropie podejrzanych praktyk dotyczących oddawania komórek jajowych, macierzyństwa zastępczego, udziału zdrowych ochotników w badaniach klinicznych, badań nad komórkami macierzystymi i handlu włosami. Jak autor zaznacza: „Większość z nas nie ma nic przeciwko kupowaniu ciał i różnych narządów, dopóki nie wiemy, skąd właściwie pochodzą”. Przyznam się, że ja do tej pory nie wiedziałam. A czy ty wiesz, skąd mogą pochodzić szkielety do nauki anatomii, nerki do transplantacji, krew do przetaczania, dzieci do adopcji, włosy do peruki? Jeśli nie jesteś pewien, to ten reportaż otworzy ci oczy na wiele kwestii związanych z czerwonym rynkiem, mniej lub bardziej kontrowersyjnych.
Towar jak każdy inny?
„Czasy odzianych w spódniczki z trawy ludożerców z tropikalnych wysp to już zamierzchła przeszłość – nasz apetyt na ludzkie ciało jest teraz większy niż kiedykolwiek w historii świata”. Handel ludzką tkanką czy ludzkim ciałem jest wprawdzie prawnie uregulowany, ale nie do końca i nie wszędzie. Książka skupia się na Indiach, z racji obycia autora z tamtejszą kulturą. Indie, jeden z największych producentów leków, znane są jako „apteka świata”. Reportaż pokazuje jednak, że rozkwita tam nie tylko handel tabletkami, ale i podziemie czerwonego rynku. Autor stawia przed nami niewygodne pytania: czy krew, narządy, kości, włosy to normalny towar? Do czego może doprowadzić depersonalizacja tkanki? Według WHO, co dziesiąty przeszczepiony organ na świecie pochodzi z nielegalnego źródła. Czy te 10 procent jest warte zmiany systemu dawstwa tkanki i toczenia batalii z często nieuchwytnymi przestępcami?
Tylko dla bogaczy?
„Życie człowieka z Trzeciego Świata jest warte znacznie mniej niż życie Europejczyka. Przecież właśnie o to chodziło w kolonializmie” – Autor przytacza słowa Srirupy Prasad, historyka medycyny. (Nawiasem mówiąc, widać w tym miejscu, jak ważne jest sprawdzanie faktów przez tłumacza i/lub redaktora merytorycznego. W wydaniu, które miałam w ręku, Srirupa Prasad wypowiada się jako mężczyzna, podczas gdy w rzeczywistości to… kobieta – profesor na Uniwersytecie Missouri w Columbii). Według autora książki, system oparty na altruizmie jako na źródle ludzkiej tkanki (czyli na dobrowolnym „oddawaniu” zamiast „sprzedawaniu”) prowadzi do hipokryzji i wykorzystywania ludzi z najniższych szczebli drabiny społecznej, dla których skromne rekompensaty za oddanie organu są często złudną nadzieją na poprawę bytu. A biorąc pod uwagę fakt, że ciało ludzkie jest przesuwane zawsze w górę, a nie w dół, drabiny społecznej, ci najubożsi nie będą mieli nawet możliwości skorzystania z dobrodziejstw czerwonego rynku, gdy sami będą w potrzebie.
Króliki doświadczalne?
„W odróżnieniu od ludzi, którzy pracują w warsztacie (…) osoba poddawana eksperymentom niczego nie musi robić. Firmy farmaceutyczne po prostu wynajmują jej ciało, by zbadać przebieg procesów metabolicznych”. Czy da się inaczej? Niestety nie. Z udziału zdrowych ochotników w badaniu klinicznym (w fazie 0 i I) nie można zrezygnować. Każde przedkliniczne badanie prowadzone na modelu zwierzęcym musi być zweryfikowane przez eksperymentalne podanie nowego leku ludziom, ze względu na to, że zwierzęta mogą reagować na substancje chemiczne inaczej niż człowiek (np. paracetamol jest toksyczny dla kota, a czekolada dla psa). Jak autor zauważa, powstaje jednak problem „zawodowych testerów”, którzy dorabiają sobie gratyfikacjami finansowymi otrzymywanymi za poświęcony czas, niedogodności i potencjalne ryzyko dla zdrowia. Dla wiarygodności danych najcenniejszy jest ochotnik, który do tej pory miał niewielką styczność z lekami. Ale takich ze świecą szukać…
- Najważniejszym zbiorem zasad dotyczących prowadzenia badań klinicznych na człowieku jest Deklaracja Helsińska, przyjęta po raz pierwszy w 1964 roku, a ostatnio zaktualizowana w 2013 roku;
- Zdrowi ochotnicy mogą brać udział w fazach 0 i I badania klinicznego;
- W fazie 0 (nieobowiązkowej) testowane są bardzo niskie dawki leku, w celu poznania jego profilu farmakokinetycznego;
- Faza I pozwala na uzyskanie informacji dotyczących bezpieczeństwa, skutecznego dawkowania oraz sposobu aplikacji leku;
- W fazie II sprawdza się, czy lek wykazuje przewidywaną aktywność biologiczną u pacjentów (w porównaniu z placebo), i kontynuuje się ocenę bezpieczeństwa;
- Badania fazy III mogą obejmować nawet kilka tysięcy pacjentów z wielu ośrodków i są prowadzone w celu oceny wartości stosowania nowego leku w praktyce klinicznej w porównaniu z obecnym standardowym leczeniem w danym schorzeniu;
- Faza IV odbywa się już po wprowadzeniu leku do obrotu i polega na obserwacji efektów długoterminowego przyjmowania leku oraz potwierdzeniu jego skuteczności i profilu bezpieczeństwa;
- Badania kliniczne trwają przez wiele lat, a rejestracja produktu leczniczego jest możliwa dopiero po fazie III; w wyjątkowych przypadkach już po II fazie może być wdrożony przyspieszony tryb rejestracji nowego leku;
- W przypadku badań nad substancjami o działaniu przeciwnowotworowym I fazę badań łączy się z fazą II – z pominięciem udziału zdrowych ochotników;
- W Polsce zdrowych ochotników poszukuje się zazwyczaj do badań biorównoważności i biodostępności, porównujących leki już obecne na rynku z ich nowymi odpowiednikami, czyli lekami generycznymi (badania te są bezpieczniejsze niż badania nowego leku oryginalnego);
- Pacjent udziela dobrowolnej zgody na udział w badaniu oraz ma prawo do wycofania się w każdym momencie z badania bez ponoszenia konsekwencji.
Nie ma jednej odpowiedzi
Na pytania zadane w reportażu „Czerwony rynek” nie ma jednoznacznej odpowiedzi. „Zamiast jednak pogodzić się z nieuchronnością śmierci, oddać się pod opiekę hospicjum i przygotować na to, co nieuniknione, ludzie korzystają z legalnego i nielegalnego rynku organów, który sprzedaje im nadzieję na przedłużenie życia” – konkluduje autor. Czy to źle? Może jednak prawdziwy problem leży gdzie indziej, niekoniecznie w tym, że rozwój technologii medycznej umożliwia ratowanie życia poprzez przeszczep narządu czy przetoczenie krwi?
