Recenzja: Ciało ze szkła

Recenzje
Okładka książki

„Hipochondria to termin równie nieuchwytny jak przypadłość, którą ma określać. Ta zaś jest sprzeczna sama w sobie: postrzegana jako choroba ciała, istnieje tylko w głowie” – takimi słowami zaczyna swój esej „Ciało ze szkła. Historia hipochondrii” Caroline Crampton  (Wydawnictwo Czarne, 2025). Przez tę nieuchwytność, którą autorka usilnie próbuje uchwycić, kilka razy zdarzyło mi się zdrzemnąć przy książce. Przebrnęłam jednak przez pierwsze strony, nie mając innego wyjścia, jak tylko zapamiętać, co łączy hipochondrię z podżebrzem – i potem już z przyjemnością błądziłam po meandrach hipochondrycznego umysłu.

Z autopsji?

Autorka uważa siebie samą za hipochondryczkę. Mnie do tego nie przekonała – znając historię jej chorób, można się spodziewać, że dużo większą wagę będzie przykładać do zdrowia i wczesnego wykrywania wszelkich nieprawidłowości niż przeciętny człowiek. Nie zmienia to faktu, że opisy jej osobistych zmagań są poruszające. Zdrowie stało się dla niej nie dobrostanem, ale brakiem choroby. Z jednej strony autorkę ogarnia lęk, że przecież zaraz zdarzy się coś, co ponownie zagrozi jej życiu, z drugiej strony ma świadomość, że wpada w pułapki zastawiane przez swój własny mózg. Dalsze i dalsze badania, na które kierują ją specjaliści, nie rozwiewają wątpliwości.

Przejrzyste ciało

W XIV w. francuski król Karol VI nabrał podejrzeń, że jest zrobiony ze szkła – taki delikatny i kruchy… Szklane urojenia hipochondryków pojawiały się aż do lat 60. XX w., kiedy do lęku związanego z kruchością dołączył strach przed byciem niewidzialnym, przezroczystym. W dzisiejszych czasach nasze ciała rzeczywiście nabierają przezroczystości. Wystarczy włączyć odpowiednią aparaturę: USG, RTG, TK, rezonans, pobrać krew do badań, przeanalizować genom, przeprowadzić badania przesiewowe. Można obejrzeć fizyczne wnętrze człowieka jak przez szklaną szybę – a i tak medycyna wciąż nie zna jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania, co tylko pogłębia lęki hipochondryków.

Nie gugluj

Kiedy podejrzewamy, że coś złego się dzieje w naszym ciele, natychmiast wpisujemy niepokojące objawy do przeglądarki internetowej. Po sekundzie otrzymujemy multum odpowiedzi, wiarygodnych i mniej rzetelnych. Proces przesiania informacji trwa trochę dłużej – czasem i po kilku godzinach czytania nadal nie wiemy, czy na pewno tego szukaliśmy. Od niedawna zamiast doktora Google’a można się poradzić doktora AI, który także proponuje pomoc: „ale z ważnym zastrzeżeniem: nie stawiam diagnoz lekarskich. Mogę natomiast: przeanalizować Twoje objawy, wskazać możliwe przyczyny (od najbardziej do mniej prawdopodobnych), podpowiedzieć, czy to coś pilnego, zasugerować, do jakiego lekarza się zgłosić”. To już coś. Ale czy na pewno warto bezrefleksyjnie polegać na odpowiedziach (i halucynacjach) sztucznej inteligencji? Czy przypadkiem nie pogłębiają one niepokoju, prowadząc do cyberchondrii? Jak pisze autorka: „Zdobywanie informacji o konkretnej chorobie może wywołać przekonanie, że ją mamy”, czyli tzw. „syndrom studenta medycyny”.

Hipochondria w liczbach*:

  • W klasyfikacji DSM-5, służącej do diagnozowania zaburzeń psychicznych, zaburzenia hipochondryczne określono jako zaburzenia z lękiem o stan zdrowia (dział: „zaburzenia z objawami somatycznymi i inne z nimi związane”);
  • Dane dotyczące występowania zaburzeń hipochondrycznych są zróżnicowane: od 0,8% populacji (pacjenci z potwierdzoną diagnozą) przez 4-7% (ogólne ujęcie) do 10,3% (pacjenci z poważnymi chorobami);
  • Objawy można podzielić na trzy grupy: przekonanie o chorobie (nieuzasadnione), obawy przed chorobą lub jej rozwojem, zatroskanie cielesne (nadmierna obserwacja ciała);
  • Występują dwa typy pacjentów z zaburzeniami hipochondrycznymi: poszukujący pomocy lub unikający pomocy;
  • W leczeniu hipochondrii stosuje się terapię poznawczo-behawioralną oraz farmakoterapię (leki przeciwdepresyjne z grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny)
  • Niektórym hipochondrykom być może pomogą tzw. „uczciwe tabletki placebo” o nazwie Zeebo – nie zawierają żadnej substancji aktywnej, o czym pacjent wie. Badania wykazały jednak, że ich przyjmowanie i tak może zmniejszyć stres, stany lękowe i depresję poprzez efekt placebo.

* Na podstawie: „Ciało ze szkła. Historia hipochondrii” Caroline Crampton oraz „Hipochondria – objawy i leczenie (terapia) lęku o zdrowie” Aleksandry Walczak-Tręda

Kruche

Pomimo znacznych postępów w wiedzy medycznej, diagnostyce i technologii, medycyna wciąż mierzy się z licznymi ograniczeniami. Niepozorne zakłócenie w organizmie człowieka może wyzwolić kaskadę następstw biochemicznych i fizjologicznych, której lekarze nie są nieraz w stanie przerwać. Nie znamy leków na wiele chorób nowotworowych czy neurodegeneracyjnych, mierzymy się z opornością bakterii na antybiotyki. Zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami natury medycznej, paramedycznej czy internetowymi radami udzielanymi przez „życzliwych”. Może po prostu hipochondrycy mają większą świadomość tego, jak kruche jest ludzkie życie? Czy ich lęk jest więc na pewno bezpodstawny? Ja należę do tej grupy ludzi, którzy wolą się nad tym nie zastanawiać, więc dobrze, że zrobiła to za mnie Caroline Crampton 🙂

Anna Jesionek

Na blogu Szkiełko i pióro poszukuję punktów stycznych między książkami, naukami medycznymi (lub przyrodniczymi) a życiem codziennym. Piszę recenzje książek medycznych i popularnonaukowych, patrząc okiem farmaceuty, przez pryzmat mola książkowego, rozsmakowanego w reportażach, i mamy dwojga przedszkolaków, czytającej bajki na dobranoc. Poruszam także tematy związane z pisaniem tekstów i komunikacją naukową. Jeśli chcesz być na bieżąco lub skomentować wpis blogowy, zapraszam na Facebooka.

Treści, które znajdują się na blogu, mają ogólny charakter informacyjny oraz edukacyjny. Nie stanowią specjalistycznych porad medycznych ani farmaceutycznych. Prezentowane dane są aktualne na dzień publikacji wpisów.

Kopiowanie moich tekstów oraz wykorzystywanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Dz. U. Nr 24, poz. 83).