Przeciw naturze? O GMO

Recenzje
Książka "Przeciw naturze"

Zdecydowanie po tytule książki postawiłabym znak zapytania, chociaż ani we włoskim oryginale, ani w polskim przekładzie („Przeciw naturze. Prawdy i mity o GMO, żywności ekologicznej, glutenie i o tym, co się kryje w naszym jedzeniu”, D. Bressanini, B. Mautino, tłum. T. Kwiecień, Wydawnictwo Literackie, 2021) go tam nie ma. Po książkę sięgnęłam przekonana, że przeczytam kolejną na rynku pozycję o zdrowym odżywianiu (jak zresztą sugeruje blurb na okładce). Jakie było moje zdziwienie, gdy stanęłam razem z autorami, popularyzatorami nauki, pośrodku ryżowiska w Lombardii, gdy obejrzałam pszeniczną telenowelę i znalazłam pradawną fioletową marchewkę! A wszystko po to, by zorientować się, jak wiele zawiłych rolniczo-społeczno-politycznych zależności wpływa na to, co mam na talerzu.

Za czy przeciw GMO?

Książka jest o roślinach transgenicznych (GMO – genetically modified organisms). I w tym miejscu powinna być kropka, bo wszystko inne stanowi tło rozważań na temat ich miejsca we współczesnym rolnictwie. Powiało nudą? Powinno być wprost przeciwnie. „Prawdy i mity”, wyświechtane sformułowanie z okładki, zostało w rzeczywistości zastąpione przez wielopłaszczyznową, wciągającą i przystępnie napisaną opowieść, ukazującą kulisy „tych strasznych upraw GMO”. Autorzy nie silą się na udzielenie jednoznacznych odpowiedzi na zarzuty organizacji ekologicznych. Opierając się na badaniach naukowych, przeprowadzonych rozmowach z rolnikami, przedstawicielami handlowymi czy politykami oraz własnych obserwacjach i wiedzy obnażają prawne absurdy i manipulacje zarówno zwolenników, jak i przeciwników GMO. Przedstawiają szeroko tło konfliktu i błędy w argumentacji, a czytelnik wnioski ma wyciągnąć sam.

Europejskie podwórko

Ponieważ prawodawstwo europejskie i amerykańskie różni się znacznie w kwestii postrzegania GMO, niewątpliwą zaletą jest fakt, że autorzy książki są Włochami – czyli, można powiedzieć, kolegami z naszego podwórka. Wprawdzie aż ślinka cieknie, jak wspominają włoskie sery, makarony, ryż do risotto czy oliwę z oliwek, ale wydaje się, że poruszane problemy w znacznej mierze dotyczą również Polaków i uprawy pszenicy, jabłek czy rzepaku, ze względu na wspólne europejskie regulacje prawne. Według badań opinii publicznej, opisywanych w książce „Biotechnologia roślin” przez prof. S. Malepszego (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012), Polacy, podobnie jak Włosi czy mieszkańcy innych krajów europejskich, są nastawieni sceptycznie do GMO. Badania realizowane w 2005 r. wykazały, że dwie trzecie społeczeństwa sprzeciwia się stosowaniu żywności modyfikowanej genetycznie. ,„Przeciętny obywatel niewiele wie o biotechnologii, inżynierii genetycznej czy wreszcie o organizmach GM. Wiedza ta jest ograniczona do wyrwanych z szerszego kontekstu pojedynczych informacji. Z reguły są to opinie jednostronne […]. Właśnie w niewiedzy i braku rzetelnej informacji tkwi zapewne przyczyna tak wielu sporów dotyczących nowoczesnej biotechnologii” – pisze prof. Malepszy. Książka „Przeciw naturze” ma za zadanie tę lukę w wiedzy uzupełnić, aby ułatwić dokonywanie świadomych wyborów konsumenckich.

GMO takie straszne?

„Nie ma czegoś takiego jak naturalna żywność, tak samo jak, paradoksalnie, nie ma czegoś takiego jak nienaturalne jedzenie” – konkludują autorzy książki. Od zawsze żywność modyfikujemy, zmieniają się jedynie stosowane techniki. Staramy się, by uprawy przynosiły jak najwyższe plony przy jak najmniejszym nakładzie pracy, by rośliny były wolne od chorób i szkodników, by owoce były po prostu smaczne. Małego i kwaśnego „dawnego” dzikiego jabłka prawdopodobnie nie wzięlibyśmy już do ust, i nie tylko my – ponoć jako pierwsze selekcję tych owoców przeprowadzały… kazachskie niedźwiedzie. Informację zakodowaną w DNA ma każdy organizm, nie jest to więc żadne „zło wcielone”, a mutacje zdarzają się nawet samoistnie, bez ingerencji człowieka. Nie jest moim zamiarem gloryfikowanie żywności modyfikowanej za pomocą technik inżynierii genetycznej. Podobnie jak autorzy książki, chciałabym jednak przekazać, że – czy tego chcemy, czy nie – GMO jest zapewne już obecne w naszej kuchni, nawet jeśli nie kupujemy żywności z etykietkami „zawiera GMO” (obowiązek znakowania dotyczy produktów zawierających GMO na poziomie przekraczającym 0,9%). I chociaż Polska jest oficjalnie wolna od upraw GMO, warto wiedzieć, że importujemy np. spore ilości soi genetycznie modyfikowanej, przeznaczonej na paszę dla zwierząt hodowlanych.

Nie tylko zielona biotechnologia

Co ciekawe, według wspomnianych wyżej badań, zastosowanie inżynierii genetycznej w medycynie (tzw. czerwona biotechnologia) jest zdecydowanie popierane przez społeczeństwo. Szczególnie bliski mojemu sercu jest obszar przenikania się zielonej i czerwonej biotechnologii, czyli produkcja nowych leków w roślinach traktowanych jak bioreaktory. O roślinnym systemie in vitro, opracowanym w toku prowadzonych przeze mnie doświadczeń w Katedrze i Zakładzie Farmakognozji Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, można przeczytać w artykule popularnonaukowym opublikowanym w „Forum Akademickim”. Aby zobrazować korzyści, wynikające z zastosowania biotechnologii do produkcji leków pochodzenia roślinnego, można przytoczyć przykład paklitakselu, leku przeciwnowotworowego. Izolowanie go z kory cisu doprowadziłoby w krótkim czasie do wytrzebienia tego gatunku. Leczenie jednego pacjenta wymaga ponoć wycięcia sześciu 100-letnich drzew! Opracowanie syntezy chemicznej i metod biotechnologicznych pozwoliło na pozyskiwanie taksanów na szerszą skalę bez uszczerbku dla przyrody. Warto przypomnieć, że pierwszym lekiem wyprodukowanym metodami inżynierii genetycznej była insulina, wprowadzona na rynek w 1982 roku, co stanowiło wówczas przełom w terapii cukrzycy.

Biotechnologia roślin w służbie zdrowiu

(wg „Rośliny jako źródło środków terapeutycznych” K. Masirek, B. Olas, Post Fitoter 2016; 17(2): 145-151)

  • Biofarmaceutyki uzyskiwane w komórkach roślinnych (np. transgenicznego tytoniu, ryżu, ziemniaka), wykorzystywane w leczeniu chorób człowieka:

    erytropoetyna (anemia), interferon α (zapalenie wątroby typu B i C), hemoglobina (substytut krwi), albumina surowicy (marskość wątroby), α-1-antytrypsyna (mukowiscydoza, krwotoki), glukocerebrozydaza (choroba Gauchera),

  • Produkcja metabolitów roślinnych o działaniu leczniczym przez rośliny:

    morfina (ból o silnym nasileniu), paklitaksel (chemioterapia), berberyna (korzystny wpływ na poziom glukozy i lipidów we krwi), skopoletyna (składnik leku przeciwzakrzepowego), resweratrol (antyoksydant), genisteina (łagodzenie objawów menopauzy),

  • Wytwarzanie przeciwciał w roślinach (w fazie badań).

I biotechnologia jest dla ludzi

„Biotechnologia” wywodzi się z greckich słów: „bios” – życie, „technos” – technika i „logos” – rozum. Technologia może nam ułatwić życie, jeśli będziemy nią rozumnie kierowali. Choć żywności modyfikowanej genetycznie nie trzeba się bać, nie można także zapominać o konieczności monitorowania długofalowych konsekwencji ingerencji w materiał genetyczny roślin dla człowieka i środowiska.

Anna Jesionek

Na blogu Szkiełko i pióro poszukuję punktów stycznych między książkami, naukami medycznymi (lub przyrodniczymi) a życiem codziennym. Piszę recenzje książek medycznych i popularnonaukowych, patrząc okiem farmaceuty, przez pryzmat mola książkowego, rozsmakowanego w reportażach, i mamy dwojga przedszkolaków, czytającej bajki na dobranoc. Poruszam także tematy związane z pisaniem tekstów i komunikacją naukową. Jeśli chcesz być na bieżąco lub skomentować wpis blogowy, zapraszam na Facebooka.

Treści, które znajdują się na blogu, mają ogólny charakter informacyjny oraz edukacyjny. Nie stanowią specjalistycznych porad medycznych ani farmaceutycznych. Prezentowane dane są aktualne na dzień publikacji wpisów.

Kopiowanie moich tekstów oraz wykorzystywanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Dz. U. Nr 24, poz. 83).