Dwanaście srok i mucha nie siada

Recenzje
Okładka książki „Dwanaście srok za ogon"

Czy zdarza Ci się zamknąć oczy i wsłuchać w świergot ptaków (dłużej niż przez 10 sekund)? Lub zatrzymać się podczas spaceru, żeby wypatrzeć, co tak szeleści wśród gałęzi? I nie być wcale rozczarowanym, że to nie wiewiórka… Albo zadrzeć głowę i obserwować klucze na niebie zamiast ekranu smartfona? Niezależnie od udzielonej odpowiedzi, książka Stanisława Łubieńskiego pt. „Dwanaście srok za ogon” (wydawnictwo Czarne, 2016) jest właśnie dla Ciebie. I dla miłośników ptaków, montujących karmniki na balkonie, i dla tych, którzy wściekają się na ufajdane balustrady.

Dostrzec ptaki

Pisząc te słowa, wyglądam przez okno. Jakiś ptak ląduje z gracją na samym czubku sosny, górującej nad drzewostanem. Przez chwilę lustruje otoczenie, po czym znów zdecydowanym ruchem skrzydeł wzbija się w przestworza. „Jakiś” ptak – nie jestem w stanie go rozpoznać. Sama lornetka wcale nie ułatwiłaby mi zadania, chyba że w połączeniu z atlasem ornitologicznym. Ale przypuszczam, że autor książki „Dwanaście srok za ogon” – rasowy ptasiarz – już po samym zarysie sylwetki rozpoznałby w lot, o który gatunek chodzi. Co więcej, opisałby go w tak przystępny, a jednocześnie melodyjny i barwny sposób, że zdjęcia w atlasie nie byłyby potrzebne. I pewnie właśnie dlatego zdjęć w książce nie ma…

Ptasie historie

Jest za to dwanaście świetnie opowiedzianych historii, w których ptaki odgrywają niebagatelną rolę. Autor rozpościera swe pisarskie skrzydła i co chwila dotyka szponami innego tematu. Nauka, historia, ekologia, sztuka, kultura… Mogłoby się wydawać, że będzie po łebkach (a może nawet po ptokach). Okazuje się jednak, że można z sukcesem trzymać dwanaście srok za ogon. Szybujemy wraz z autorem przez lasy, miasta i wsie, ani na chwilę nie zbaczając z wytyczonego przez niego podniebnego szlaku: opowieści o pasji do birdwatchingu.

W sieci

Mój ulubiony rozdział przybliża program badania wędrówek ptaków, prowadzony przez Akcję Bałtycką na mierzei jeziora Bukowo. Traf chciał, że niedawno, podczas wędrówki brzegiem Bałtyku, przed nadmorską miejscowością Dąbki zeszłam z plaży, pokonana przez grząski piasek. Jakie było moje zdziwienie, gdy za wydmami zauważyłam rozpięte sieci ornitologiczne… Podejrzałam, jak wolontariuszka wyjmuje z sieci raniuszka i mysikrólika, pakuje ptaki w woreczek, po czym zanosi do zaobrączkowania. Wspomnienia te wróciły jak bociany na wiosnę wraz ze słowami autora, opisującymi obrazowo cogodzinne obchody, przeprowadzane przez uczestników obozu.

Bocianie remedia

Pewnie zastanawiacie się, co ma podglądanie ptaków do medycyny, o której zazwyczaj piszę na blogu. Zdziwicie się. Łubieński poświęcił cały akapit bocianowi jako ofierze medycyny ludowej, opierając się na doniesieniach przyrodnika Eugeniusza Janoty. Ponoć w XIX wieku stosowano wnętrzności bociana na zapalenie nerek, tłuszcz na podagrę, a serce na padaczkę. Wykorzystywano także mięso, żółć, żołądek, a nawet… „bocianie kupy rozpuszczone w wodzie”. Na co? Przeczytajcie!

Czy w dzisiejszych czasach istnieją ptasie leki przeznaczone dla ludzi?
  • Substancje pochodzenia ptasiego można znaleźć w lekach homeopatycznych. Jednym z najbardziej znanych na polskim rynku jest Oscillococcinum® firmy Boiron, sporządzony z 1% roztworu ekstraktu z serca i wątroby dzikiej kaczki berberyjskiej, rozcieńczonego seryjnie 200-krotnie wodą i alkoholem (1 część substancji aktywnej przypada na 10400 części rozpuszczalnika). Jest dostępny bez recepty. Według producenta skraca czas trwania stanów grypowych i przeziębień oraz łagodzi ich objawy. Obecnie nie ma jednak wystarczających dowodów naukowych, które potwierdziłyby skuteczność tego preparatu1;
  • Do tej pory w medycynie ludowej stosuje się maści i okłady ze smalcu gęsiego w leczeniu kaszlu, zapalenia oskrzeli oraz schorzeń reumatycznych, ze względu na działanie rozgrzewające tego tłuszczu. Smalec gęsi może stanowić też podłoże do sporządzania maści, np. żywokostowej (na urazy i złamania), nagietkowej (na problemy skórne) czy kamforowej (do nacierania klatki piersiowej przy infekcjach);
  • Wiele składników ptasich jaj znajduje zastosowanie w lecznictwie: lizozym (czynnik wspomagający terapię antybiotykami lub kortykosteroidami), kolagen (czynnik redukujący ból i sztywność stawów), czy peptydy (m.in. cystatyna – model do badań medycznych)2;
  • Polscy naukowcy stworzyli z kurzych piór gąbki keratynowo-chitozanowe, które można używać jako materiały opatrunkowe, będące nośnikami leków (np. antybiotyku) w przypadku trudno gojących się ran3. Ostatnio pojawiło się także doniesienie o  zastosowaniu proliny, składnika kurzych piór i skóry, jako nośnika w terapii celowanej, co może w przyszłości ograniczyć skutki uboczne chemioterapii4;
  • Ptakoterapia (ornitologia terapeutyczna), oparta na uważnej i świadomej obserwacji ptaków, bliskim kontakcie z naturą oraz aktywności na świeżym powietrzu, może stanowić wsparcie w leczeniu depresji oraz stanów lękowych (obok klasycznych metod psychoterapii i farmakoterapii).

Opisać ulotne

Autor pisze o pewnym angielskim pisarzu: „Bo Baker każe nam wąchać dźwięki, patrzeć na zapachy (…). Nie sądziłem, że można tak pisać o przyrodzie”. A ja już podejrzewam, kim się inspirował Łubieński. Bo o jego prozie także mogę powiedzieć: Nie sądziłam, ze można tak pisać o przyrodzie. I nie tylko ja, co poświadcza nagroda Nike Czytelników przyznana w 2017 roku. Rzeczowo, nie popadając w antropomorfizację, a przy tym angażująco – sprawiając, że czytelnik zatrzymuje się w codziennym pędzie i rozgląda ze zdziwieniem dookoła.

Anna Jesionek

Na blogu Szkiełko i pióro poszukuję punktów stycznych między książkami, naukami medycznymi (lub przyrodniczymi) a życiem codziennym. Piszę recenzje książek medycznych i popularnonaukowych, patrząc okiem farmaceuty, przez pryzmat mola książkowego, rozsmakowanego w reportażach, i mamy dwojga przedszkolaków, czytającej bajki na dobranoc. Poruszam także tematy związane z pisaniem tekstów i komunikacją naukową. Jeśli chcesz być na bieżąco lub skomentować wpis blogowy, zapraszam na Facebooka.

Treści, które znajdują się na blogu, mają ogólny charakter informacyjny oraz edukacyjny. Nie stanowią specjalistycznych porad medycznych ani farmaceutycznych. Prezentowane dane są aktualne na dzień publikacji wpisów.

Kopiowanie moich tekstów oraz wykorzystywanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Dz. U. Nr 24, poz. 83).