Aptekarka u Tyszkowskich

Recenzje
Okładka książki "Aptekarka" Magdy Skubisz

Urlop spędzałam wprawdzie w górach Beskidu Małego, ale wieczorami przenosiłam się w Bieszczady. Podróż ta była możliwa dzięki lekturze powieści historyczno-obyczajowej „Aptekarka” Magdy Skubisz (Media Rodzina, 2022) i… dzięki mojemu czytnikowi e-booków (przekonałam się w końcu do nowej technologii, bo do plecaka papierowy egzemplarz książki już by się nie zmieścił). Muszę przyznać, że chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się przeczytać powieść, w której można znaleźć tak dużo odniesień do ziołolecznictwa, i to wplecionych w sprytny sposób w fabułę. Ba, niekiedy nawet i sam żywokost stawał się pełnoprawnym bohaterem historii. Historii, która miała szansę wydarzyć się naprawdę, bo została oparta o dzieje rodu Tyszkowskich, zamieszkujących na terenie Pogórza Przemyskiego w XIX w.

Panna apteczkowa…

„Znów z badylami rozmawiasz, Katja? (…) Odpowiadają ci chociaż?”. Wygadana panna apteczkowa nie miała wątpliwości: „I to jak, mateczko! Bardziej niż ludzie!”. Panny apteczkowe stały niegdyś na straży dworskich apteczek, zamykanych na klucz, skrywających zioła, maści, nalewki, octy, pijawki i inne remedia potrzebne na wypadek choroby domowników czy włościan, zanim dojedzie lekarz (jeśli w ogóle dojedzie). Wiedzę o ziołach pozyskiwały od mentorów, z dostępnych receptariuszy, zielników lub kalendarzy. Dbając o zaopatrzenie apteczki, kierowały się opublikowaną w 1844 r. ustawą o apteczkach domowych, określającą rodzaj substancji leczniczych, dozwolonych do przechowywania w szlacheckich dworach w Galicji i Lodomerii. Przez niektórych były uważane za aptekarki, a przez innych za… czaroduchy lub trucicielki.

…kontra lekarz i szeptucha

„Stawiam krajcara, że dochtór prędko przepędzi cię od chorego. Co tam przepędzi! O czary cię oskarży i splunie, a może i czosnkiem rzuci!”. Ulubioną metodą leczenia stosowaną przez lekarza przedstawionego w powieści było upuszczanie krwi. Nie odnosił zatem zbyt wielu sukcesów w leczeniu swoich pacjentów, co nie przeszkadzało mu postrzegać panny apteczkowej jako wiedźmy. Natomiast praktyki szeptuchy, cieszącej się estymą pośród wiejskiego ludu, ograniczały się do okadzania dymem chorego i zamawiania choroby. Mając w XIX-wiecznych realiach jakiś wybór, chyba rzeczywiście najpierw udałabym się ze swoimi dolegliwościami do panny apteczkowej.

Ziołowe receptury

„Dekokt na gorączkę: cztery kwiaty, dwa korzenie, dwa owoce, jeden liść, razem dziewięć” – szkoda, że nie znałam tej metody zapamiętywania składu mieszanek ziołowych, gdy studiowałam farmację. Podczas czytania powieści moje oczy wprost raczyły się opisami specyfików ziołowych i stanowisk roślinnych. Autorka, która ukończyła kurs zielarski, opisała zbieranie roślin leczniczych, ich działanie i wykorzystanie w fitoterapii niezwykle fachowo i wiarygodnie, unikając prawienia banałów o magicznych lub cudownych mocach ziół. Nawet „zbiór najgorszych szumowin zielarskiego świata”, czyli „kolekcja przeciwbólowych roślin na światowym poziomie”, wypadł bardzo przekonująco i straszno zarazem.

Złote myśli Batki, nauczyciela Katji („Aptekarka. Saga rodu Tyszkowskich. Tom 1”):

  • „Pycha karmi głupotę, a przedawkować głupotę, to jak przedawkować senes (…). Srasz, nie bacząc na otoczenie, a potem dziwisz się, że cię nienawidzą”;

  • „Kto wątpi, tego ziele nie chce leczyć”;

  • „Nie wierz, córko, że cholerę można wyleczyć opium, choć u nas w Galicji wszystko się opium leczy, poczynając od łupieżu, a na odciskach kończąc”;
  • „Gdyby każde ziele odwzorowywało członki ciała i leczyło swym podobieństwem, wówczas ząbek czosnku pomagałby na pośladek, a dwa ząbki – na ból dupy”;
  • „Miłości i kaszlu nie da się ukryć”;
  • „Leczenie kaszlu z pomocą opium to tak jak leczenie wódką zepsutego zęba. Skutek żaden, ale kuracja przyjemna”.

Jak drzewiej w Birczy i Jamnej bywało

Pokrzywa, mydlnica, lipa, wierzba, perz, krwawnik, malina, arcydzięgiel, sporysz… Oczywiście, nie tylko o tym jest ta opowieść. Bogate tło obyczajowe pozwoli nam zrozumieć, dlaczego Katja „(…) musiała użyć całej siły woli, by w leżącym przed nią jaśnie panu dostrzec cierpiącego człowieka”. A niespodziewane zwroty akcji, elementy romansu i duża doza ciętego humoru sprawią, że zaczną nas nurtować pytania o ciąg dalszy. Na szczęście, „Aptekarka” to dopiero początek przygody z „Sagą rodu Tyszkowskich”. Czekają już kolejne dwa tomy („Czarci ogród” i „Jemioła, klątwa i cholera”), a być może to jeszcze nie koniec…

Magdzie Skubisz, autorce „Sagi rodu Tyszkowskich”, zadałam 5 pytań o pisaniu – wywiad przeczytasz na moim blogu „Szkiełko i pióro”.

Anna Jesionek

Na blogu Szkiełko i pióro poszukuję punktów stycznych między książkami, naukami medycznymi (lub przyrodniczymi) a życiem codziennym. Piszę recenzje książek medycznych i popularnonaukowych, patrząc okiem farmaceuty, przez pryzmat mola książkowego, rozsmakowanego w reportażach, i mamy dwojga przedszkolaków, czytającej bajki na dobranoc. Poruszam także tematy związane z pisaniem tekstów i komunikacją naukową. Jeśli chcesz być na bieżąco lub skomentować wpis blogowy, zapraszam na Facebooka.

Treści, które znajdują się na blogu, mają ogólny charakter informacyjny oraz edukacyjny. Nie stanowią specjalistycznych porad medycznych ani farmaceutycznych. Prezentowane dane są aktualne na dzień publikacji wpisów.

Kopiowanie moich tekstów oraz wykorzystywanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Dz. U. Nr 24, poz. 83).